Wydrukuj tę stronę

Wielki biznes na ludzkiej krzywdzie

Oceń ten artykuł
(15 głosów)
żródło: www.lessowyjar.pl
żródło: www.lessowyjar.pl

Każda indywidualna zmiana planu zagospodarowania przestrzennego to koszty. Zgodnie z artykułem 21 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym za wszelkie zmiany w planie płaci gmina. Zapis ten ma zapobiegać korupcji i kolesiostwu, a sprawy planowania przestrzennego czynić transparentnymi. W przypadku „rotacyjnego” ma być inaczej. Burmistrz zapewnia, że zmiana odbędzie się bezkosztowo, choć normalnie za taką usługę płaci się od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Ot taki prezent dostaniemy.

W obowiązującym planie, „rotacyjny” przewidziany jest pod usługi turystyczne. Z tego tytułu burmistrz wnioskuje, że mieszkańcy mieszkają nie w lokalach mieszkalnych, a w hotelu. Choć obecne zapisy planu w żaden sposób nie wpływają na komfort życia mieszkańców, burmistrz wskazuje na problemy, które pojawią się przy ewentualnej sprzedaży lokali gminnych. Zgodnie bowiem z ustawą o własności lokali, ustanowienie odrębnej własności samodzielnego lokalu mieszkalnego następuje zgodnie z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego albo treścią decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu oraz zgodnie z pozwoleniem na budowę albo skutecznie dokonanym zgłoszeniem, i zgodnie z pozwoleniem na użytkowanie. Uzasadnienie sprowadzające się do zacytowania powyższego zapisu nie może być przekonywujące, bo cele na jakie w latach 80-tych „rotacyjny” został wybudowany są oczywiste, a ich odzwierciedleniem jest sama potoczna nazwa budynku. Swoją drogą jakąkolwiek chęć sprzedaży przez gminę lokali mieszkalnych należy traktować jako wielkie nieporozumienie, w sytuacji kiedy zasoby mieszkaniowe gminy właściwie już nie istnieją.

Problem z zapisami planu ma wyłącznie to inwestor. Zgodnie bowiem z zapisami aktu notarialnego, wykupił strych „rotacyjnego” pod budowę lokali mieszkalnych. Na sesji zapewniał, że podpisując akt notarialny obowiązywały zapisy nowego studium, gdzie funkcje usług turystycznych zostały rozszerzone o mieszkalnictwo zbiorowe. Choć nie ma większego znaczenia co mówi studium (bo studium to nie plan), warto zauważyć, że umowę przedwstępną dotyczącą remontu budynku podpisano 2 grudnia 2014 roku. Natomiast studium Rada Miejska przyjęła dopiero 19 marca 2015 roku. Podkreślić też należy, że inwestor uzyskał pozwolenie na budowę obejmujące nadbudowę budynku mieszkalnego wielorodzinnego o apartamenty do obsługi ruchu turystycznego typu hostel. Nie ma w nim zdania o lokalach mieszkalnych. Zatem od początku możemy mówić o dziwnych kombinacjach.

Działki pod rotacyjnym należały niegdyś do dwóch kazimierskich rodzin. Na mocy ówczesnych przepisów zostały im zabrane, wbrew ich woli, za co zapłacono im 3 zł za metr, czyli przysłowiową złotówkę. Ówczesny włodarz Andrzej Szczypa zaplanował w tym miejscu zabudowę mieszkaniową. Blok zaprojektowała Jadwiga Jamiołkowska. W kolejnych latach sprzedawano mieszkania gminne za grosze. Obecnie jedynie połowa mieszkań należy do gminy. Całym zaś obiektem zarządza wspólnota mieszkaniowa. Na początku kadencji Pisuli, za jego przyzwoleniem, wspólnota mieszkaniowa sprzedała prawa do nadbudowy. Wybudowane apartamenty mają być sprzedawane po ok. 12 tys zł za metr, o czym mogliśmy dowiedzieć się ze strony internetowej www.lessowyjar.pl.

Budowa idzie ślamazarnie. Miała się zakończyć z końcem bieżącego roku, a końca jeszcze nie widać. Mieszkańcy twierdzą, że obecny zakres inwestycji nie ma nic wspólnego z wcześniejszymi ustaleniami. Powstała kolejna kondygnacja na podstawie zmiany decyzji wydanej przez starostę 30 maja 2017 roku. Nie ma solarów, które miały przyczynić się do obniżenia kosztów. Inwestor zalegał z terminowymi wpłatami z tytułu nabycia prawa do strychu. Wreszcie na budowie zginął człowiek.

Zadziwiające, że radni akceptują ten stan rzeczy. Miesiąc temu byli przeciwni indywidualnym zmianom planu. Mimo wszystko burmistrz nachalnie wprowadził tę uchwałę na kolejną sesję, która odbyła się w miniony czwartek. Zaprosił inwestora i przedstawicieli wspólnoty mieszkaniowej. Dorobił inne uzasadnienie - dla dobra mieszkańców, choć sam inwestor przyznał, że to ukłon w jego stronę. Tym razem radni potulnie zagłosowali za uchwałą.

 

Zmiana planu wcale nie musi być taka prosta, jak się burmistrzowi wydaje. Z zapisów studium dla tego terenu wynika bowiem, że maksymalna wysokość zabudowy wynosi 11 m. Ewentualne jej zwiększenie musi wiązać się z wykonaniem szczegółowej analizy projektowej pod względem krajobrazowym. Ponadto obowiązuje zapis pozostawienia minimum 50% powierzchni biologicznie czynnej. Nie ma fizycznej możliwości spełnienia tego zapisu dla poszczególnych działek. Czy zatem radni razem z burmistrzem będą zmuszeni wykonać kolejny „ukłon” względem inwestora i zmienić także studium? Sądzimy, że to będzie nieuniknione.

Największa krzywda została wyrządzona właścicielom działki, którym własność w majestacie ówczesnego prawa komunistycznego została bestialsko zabrana. Teraz skorzysta na tym inwestor. Być może także wybrani mieszkańcy, którzy niegdyś nabyli lokale za niskie ceny, a teraz będą mogli je sprzedać. I tak Kazimierz wymiera, bo w perspektywie kolejnych lat, kolejne rodziny wyniosą się do Puław lub Warszawy, bo nie stać ich na płacenie 12 000 zł za metr mieszkania, a my pozostaniemy z pustymi apartamentami, które będą jedynie lokatą kapitału dla bogaczy spoza Kazimierza.

Romana Rupiewicz
Krzysztof Wawer

Czytany 4500 razy