Wydrukuj tę stronę

Sesja budżetowa, czyli Jarząbków mamy wielu.

Oceń ten artykuł
(14 głosów)

Obrady XVIII sesji RM z dnia 21 grudnia br. bez wątpienia przejdą do historii. Ogólnie można by rzec - sesja nie odbiegała od innych. Scenariusz zawsze ten sam… jedynie słuszni radni zawsze wiedzą jak zadziałać - przerwać wypowiedź, zadrwić, zabuczeć. Tryskające z ust radnych obelgi nie ranią już wrażliwej na piękno języka polskiego radnej polonistki. Sprawdza się tu stara maksyma, „nie ważne jak się mówi, tylko kto mówi”. Podobnie jak w poprzednich latach na sesjach budżetowych nie było dyskusji, większość radnych ślepo zaufała księgowej. Niektórych radnych sprawy finansów w ogóle nie interesują. Nigdy nie słyszałem, aby w kwestii dotyczącej finansów, czy budżetu zabierał głos Waldemar Kruk - przewodniczący komisji finansów.

Nowością było zaproszenie sołtysów, gest godny kontynuowania. Poza tym tradycyjnie, kazimierskie sesje nie ciszą się zainteresowaniem. Sesje, na których ważyły się losy finansów czy ważnych dla miasta inwestycji były zawsze plebiscytem, głównie dlatego, że niestety większość radnych nie ma wiele do powiedzenia. Oczywiście nie jest tak, że radni milczą – przecież dyskutują o tym gdzie i w którą lampę żarówkę wkręcić, gdzie trzeba chodnik poprawić, gałąź podciąć, znak drogowy postawić itp. Jednym słowem są dobrymi informatorami. Czy do tego tak naprawdę zostali wybrani? Wątpię! Jak widać odpowiedzialność za ważne sprawy społeczne kuleje. Bliżej nam do Mińska niż Brukseli….

Mieszkańcy kazimierskiej ziemi przekonali się, że uczestnictwo w sesjach jest stratą czasu. Radni krzyczą, że sesje nie są od dyskusji, a wylewaniu żółci często nie ma końca. Na komisjach burmistrz ponagla, zawsze ma jakąś sprawę do załatwienia, umowę do podpisania czy spotkanie z jakimś funkcjonariuszem partyjnym. Środowa sesja była lustrzanym odbiciem sceny z filmu „Miś”. W rolę Wacława Jarząbka wcieliło się kilku radnych. „Nasz Prezes” był wniebowzięty i zarazem zniesmaczony faktem, że ktoś śmie zakłócać uroczystość pt. „podsumowanie roku”. Lanie miodu na serce przystojniaka z Dołów nie miało końca. Oczywiście przerywane pytaniami R. Suszka o finanse miasta, które doprowadziły do wściekłości stronników burmistrza. Ja zapytałem o kolejne marnowane miliony. Nikogo to nie wzrusza. Zatem pytania o powód wydania 4,5 mln złotych na nowowyremontowaną oczyszczalnię ścieków nie docierały ani do radnych ani do burmistrza. Kolejne pieniądze wpompowane w gruzy zamku (bez rzetelnego uzasadnienia) w kwocie 1,8 mln złotych też nie zdumiały radnych. Jeden z najmłodszych radnych skomentował moją wątpliwość: „Przecież byliśmy na wycieczce i widzieliśmy co trzeba zrobić”. Inwestycje typu szalet za 1,3 mln złotych, czy przebudowa fragmentu ul. Sadowej dla pewnej osobistości - no cóż, burmistrz wie jak rozdysponować pieniądze unijne. Przecież obrał 3-rzędne priorytety dla miasta i konsekwentnie je realizuje. W projekcie wiślanym tak głośno eksponowanym przez burmistrza zabrakło miejsca na port dla kazimierskiej żeglugi. Udział naszych inwestycji w tym przedsięwzięciu to około 5 %. Jak wiadomo była możliwość, aby w projekcie wiślanym ująć inwestycję związaną z przeprawą promową (infrastruktura drogowa), część ulicy Krakowskiej, port rzeczny i całą ulicę Sadową (nie tylko do Amfibaru, który szykowany jest na sprzedaż).

Centrum Sztuki Audiowizualnej, które nie powstanie zapewne z ważnych powodów, odbije się głośnym echem na ofercie kulturalnej miasta. Odczują to i turyści i lokalni przedsiębiorcy, hotelarze. A może właśnie o to chodziło…

Przeksięgowania pieniędzy z działu do działu to jak widać wszystko na co stać przystojniaka z Dołów. No i procesowanie się z mieszkańcami, o czym zapomniałem wtrącić. Niestety nikogo nie obchodzi wydawanie milionów, czy choćby tysięcy złotówek np. na procesy sądowe, wydawanie czasopism (czytaj przedruk strony internetowej p. Bożeny Gałuszewskiej), czy promocję mało znanego Kazimierza poprzez drukowanie ulotek. Ale kto w małych rzeczach jest ułomny, w wielkich lepszy nie będzie. Co należy zrobić, aby kazimierska władza i radni patrzyli ponad horyzont. To jest kluczowe pytanie. Może ktoś z Państwa ma pomysł?

J.K.

Czytany 4536 razy