Skok na kamieniołomy. Burmistrzowie się zmieniają, a rządzi nadal Prezes
"Myślenie to najcięższa praca z możliwych i pewnie dlatego tak niewielu ją podejmuje”
Henry Ford
Powyższy cytat dedykuję w szczególności Burmistrzowi Kazimierza Dolnego – Andrzejowi Pisuli, Przewodniczącemu Rady Miejskiej – Piotrowi Guzowi oraz Państwu Radnym. Zaś jako wstęp do niniejszego artykułu posłużę się wielce wymownym, dającym dużo do myślenia fragmentem książki pt. „Michnikowszczyzna. Zapis choroby” autorstwa znanego publicysty – Rafała Ziemkiewicza, który pisze następująco: „Michnikowszczyzna – to nie tylko zespół głoszonych przez Michnika tez i postulowanych przez niego zachowań. To grono ludzi współtworzących jego propagandową linie w „Wyborczej” i w innych, poddających się jej wpływowi, mediach. To przede wszystkim liczne grono adresatów tej propagandy, związanych z Michnikiem emocjonalnie w stopniu nie mniejszym, niż wykpiwane na salonach moherowe babcie przepojone są podziwem dla księdza Rydzyka. To rzesza polskich inteligentów i jeszcze liczniejsza – półinteligentów, którzy ulegli graniczącemu z amokiem uwielbieniu dla redaktora naczelnego „Wyborczej” jako wyroczni etycznej, politycznej i intelektualnej.
Ci ludzie wydają mi się ciekawsi niż sam Michnik. Jak to możliwe, jak dało się to zrobić, że powszechna opinia, tyleż bezkrytycznie, co z histeryczną wręcz zajadłością, przyjęła za pewnik, że człowiek głoszący tezy nader wątpliwe i publicysta zaprzeczający sobie w co drugim zdaniu, jest wielkością? I to tak niekwestionowaną, że wszelka próba polemiki czy weryfikacji jego wielkości sama w sobie kompromituje i wyrzuca poza nawias cywilizowanej debaty publicznej każdego, kto by się jej podjął.”
Dalej czytamy:
„Zamiast uzdrawiania języka publicznej debaty przyszła michnikowszczyzna i zrobiła to samo, tylko po nowemu. Postulat postawienia przestępców przed sądem stał się „polowaniem na czarownice”. Sprawiedliwość –zemstą, a domaganie się jej – nienawiścią. Gniew – frustracją. Próby tworzenia normalnego systemu partyjnego i żądanie wolnej dyskusji, prawa do sporu, bez którego o wolności i demokracji mowy być nie może, nazwano „polskim piekłem.”
Dokonana przez Ziemkiewicza niezwykle staranna i wnikliwa ocena, w oparciu o publiczne materiały i wystąpienia, głównego demiurga i szarej eminencji III Rzeczypospolitej – Adama Michnika skłania do następującej refleksji: A co w skali mikro? Czy lokalne społeczności nie mają swoich „michników”, którzy pokrętną retoryką postawili wszystko na głowie, mieszając dobro ze złem, prawdę z kłamstwem, mądrość z głupotą i cnotę z łajdactwem? Przyglądając się życiu kazimierskiej społeczności nie mam żadnej wątpliwości, że na gruncie lokalnym możemy śmiało mówić o pniewszczyźnie. Nie miejsce to i czas, aby roztrząsać publiczną działalność laureata Bene Meritus Terrae Lublinensi (dobrze zasłużony dla Lubelszczyzny) – Prezesa Towarzystwa Przyjaciół Kazimierza Dolnego – Bartłomieja Stanisława Pniewskiego. Z pewnością znajdą się osoby, które niczym Ziemkiewicz, analizując różnego rodzaju materiały z publicznych i nie tylko, wystąpień Prezesa Pniewskiego, zgromadzonych w urzędach i instytutach, podejmą się całościowo i kompleksowo podejść do sprawy. Nie sposób jednak przejść obojętnie wobec roli i znaczenia Prezesa Pniewskiego w sprawie kamieniołomów – ostatniego rezerwuaru atrakcyjnie położonego gruntu znajdującego się w zasobach gminy Kazimierz Dolny. 4 ha gruntu będącego własnością Mieszkańców stanowi łakomy kąsek dla różnej maści cwaniaków w białych kołnierzykach, dysponujących możliwością skorzystania z bezwzględnych i wyszczekanych prawników.
Cóż takiego się stało w ostatnim czasie, że człowiek uczciwy i przyzwoity nie może pozostać obojętny? Otóż na początku roku 2017, słynna z wystawiania mieszkańcom pozwów z gigantycznym odszkodowaniem i gotowością do procesowania, spółka Zana House złożyła na ręce Przewodniczącego Guza pismo w którym wyraża chęć dzierżawy bądź kupna działki kamieniołomów. Jak dotąd w tej sprawie nie podjęto decyzji, dlatego też jako kuriozum potraktować należy fakt, że ta sama firma zgłosiła do Gminnego Programu Rewitalizacji projekt zagospodarowania kamieniołomów autorstwa króla szkła i betonu – dr. Stelmacha. Inwestycja o wstępnej wartości 30 mln zł, ma być realizowana w ramach partnerstwa publiczno – prywatnego tzn. gmina daje działkę i zapewne realizuje infrastrukturę, a realizatorem jest spółka Zana House. O dziwo burmistrz bez zastanowienia i refleksji umieścił inwestycję w projekcie Gminnego Programu Rewitalizacji, nie za bardzo przejmując się faktem, że gmina jest w sporze prawnym ze Spółką - przed Naczelnym Sądem Administracyjnym toczy się z powództwa spółki sprawa o uchylenie kazimierskiego Studium (gdyby Sąd przyznał Spółce rację, cała procedura zmiany planów miejscowych dla naszej gminy weźmie w łeb). Czy w tym kontekście władze gminy – burmistrz, przewodniczący, radni powinni spotykać się i dyskutować z przedstawicielami Spółki ws. kamieniołomów? Zdecydowanie nie. Stało się jednak inaczej.
W ostatnim czasie doszło do nieformalnych spotkań przedstawicieli kazimierskiej władzy z przedstawicielami Spółki. Okoliczności oczywiście owiane są tajemnicą, co tym samym skłania mnie by w tej sprawie zadać burmistrzowi pytanie na najbliższej sesji – z jakich to powodów faworyzuje firmę, która raz, że straszy mieszkańców pozwami; dwa, że straszy gminę milionowymi odszkodowaniami.
W tak ważnej sprawie jaką jest zagospodarowanie wycenianego jeszcze przez burmistrza Dunię na blisko 20 milionów złotych kamieniołomu, powinna odbyć się debata społeczna oraz liczne konkursy, które wyłoniłyby koncepcję zagospodarowania, która jest nam faktycznie potrzebna i która nie będzie szpecić swoją brzydotą oraz prymitywną i przytłaczającą bryłą, co proponuje dr. Stelmach. W imię czego mamy pozbyć się ostatnich rodowych sreber? W imię mrzonek o wybudowaniu czegoś, co przyciągnie do Kazimierza kolejnych turystów? Wolne żarty. Taka retoryka wywołuje u mnie śmiech i politowanie dla osób, które je głoszą.
Czy Państwo radni widzieli firmę, która wykłada charytatywnie 30 milionów złotych? Ja ani nie widziałem, ani nie słyszałem. Osobiście zaś, doświadczony dwukrotnym pozwem opiewającym w sumie na 200 tys. zł jaki miałem przyjemność otrzymać od pełnomocnika spółki Zana House – mecenasa Hejnara, (tylko dlatego, że zwracałem uwagę opinii publicznej na bezprawie ws. 16 tysięcznego kolosa na Krakowskiej), śmiem w następujący sposób ocenić zaistniałą sytuację – jako skok na kamieniołomy. Spółka sporządzi umowę partnerstwa publiczno-prywatnego, burmistrz Pisula wystawi kolejny świstek papieru, dr Stelmach przedłoży fakturę na kilka milionów złotych i jak nic Zana House będzie miała okazję do kolejnego procesu, którego stawką będą kamieniołomy. Czy taki scenariusz jest prawdopodobny? Oczywiście, że tak! I co wtedy panie burmistrzu, panie przewodniczący, panie i panowie radni? Znowu powiecie, że nic się nie stało, że odpowiedzialność zbiorowa podobnie jak ze szkołą, przed czym ostrzegaliśmy razem z Kowalskim.
Jeśli dziś drodzy radni wpiszecie propozycję spółki Zana House do Gminnego Programu Rewitalizacji robiąc tym samym pierwszy krok na drodze do bezrefleksyjnego przekazania kamieniołomu, to ogołocicie gminę, a więc Nas – Mieszkańców z resztek majątku. Dziś oddacie bez zastanowienia i najmniejszego oporu mienie, a za kilka lat - co? W imię spokoju i poczucia bezsilności wobec silniejszego będziecie kupczyć swoimi żonami, córkami, wnuczkami, jeśli muzułmańscy uchodźcy zaleją nasz kraj? Jeśli brak Wam odwagi, jeśli brak Wam wyobraźni to lepiej było nie kandydować. Nie po to Was wybraliśmy, żebyśmy byli pozbawionymi majątku parjasami, którzy muszą opuszczać za chlebem swoją rodzinną ziemię, albo stanowić tanią siłę roboczą. Najwyższy już czas skończyć z paternalistycznym przekonaniem wg którego ludzie z zewnątrz wiedzą co jest dla nas lepsze, jak mamy żyć, jak myśleć, co budować, jak wydawać pieniądze. Dotychczas to bardzo źle na tym wychodziliśmy, czego najlepszym przykładem jest szkoła, której gorącym orędownikiem był prezes Pniewski z przyjaciółmi. Czas wstać z kolan, czas zacząć myśleć i układać życie w gminie wg naszych potrzeb i wizji.
Rozgrywka o kamieniołomy toczy się od blisko 10 lat, kiedy to burmistrz Dunia wystawił je na sprzedaż. Obecni orędownicy budowy betonowych bunkrów ala Stelmach, na czele z prezesem Pniewskim, podnieśli wtedy larum powołując Społeczny Komitet Ochrony Kamieniołomów. Zablokowano sprzedaż profilaktycznie, przecież nikt nie wiedział co wybuduje inwestor, który mógł wybudować tylko to, na co pozwalały zapisy MPZP. Poruszono wówczas niebo i ziemię. Do „ochrony” cennych przyrodniczo kamieniołomów włączyła się także Gazeta Wyborcza, gdzie ukazał się sugestywny, mający wywołać pożądane skojarzenia artykuł Magdaleny Grzebałkowskiej pt. „Gwałt na Kazimierzu D.” Warto go przeczytać chociażby po to, by poznać opinię prezesa Pniewskiego, który mówił wówczas tak:
„Nadeszły czasy kiedy ludzie zaczęli się bogacić i trzeba było szczególnie pilnować , by inwestorzy z dużymi pieniędzmi (a często bez gustu) nie rozsadzili swoimi pomysłami skali miasteczka”
„Marzeniem niektórych jest stworzenie tu Las Vegas, z neonami, plastykiem i kiczem”
„Kto zagwarantuje, że nabywca kamieniołomu nie dołoży tam kolejnego gargamela”
Ci sami ludzie zablokowali także w zarodku inicjatywę prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich – Jacka Bromskiego, który chciał na hektarowej działce w kamieniołomach wybudować Centrum Sztuki Audiowizualanej, co pozwoliłoby na organizowanie w Kazimierzu wydarzeń filmowych przez okrągły rok. Jacek Bromski w przeciwieństwie do zarządu spółki Zana House, pojawiał się kilkukrotnie w Kazimierzu osobiście, tym samym pokazując czystość swoich intencji inwestycyjnych, a jednak dla niektórych radnych było to za mało. Przeszkodą nie do przeskoczenia dla jednej z pań radnych, podobnie jak u prezesa, był kolor fasady… W międzyczasie burmistrz Dunia podzielił kamieniołomy na kilka działek ewidencyjnych, tym samym unieważniając Uchwałę o ich sprzedaży.
Próżno dziś szukać jakiegoś artykułu w Gazecie Wyborczej, który chroniłby piękno i wyjątkowość kamieniołomów przed zakusami architektów pokroju Bolesława Stelmacha, którzy chcą nachalnie ingerować w delikatną historyczną tkankę Miasteczka. Nie sposób też znaleźć jakiejkolwiek krytycznej uwagi ze strony Towarzystwa Przyjaciół Miasta Kazimierza Dolnego. Co takiego się zatem stało, że w podobnych sytuacjach ci sami ludzie zachowują się tak diametralnie odmiennie? Czyżby doskwierała im schizofrenia, a może to „właściwi” biznesmeni będą teraz inwestować w kamieniołomach?
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że przed dwoma laty odbył się konkurs na koncepcyjne zagospodarowanie kamieniołomów, gdzie forsowana obecnie koncepcja dr. Stelmacha zdobyła, ku zaskoczeniu niektórych, jedynie wyróżnienie. A miało przecież być inaczej. Bartłomiej Pniewski po konkursie dla Wspólnoty Puławskiej udzielił następującej wypowiedzi:
„Nie należałem do grupy członków jury, którzy stawiali na tę pracę. Byłem zdziwiony wynikiem, ale 9 osób głosowało, każdy miał 100 punktów do rozdzielenia według kryteriów. Tutaj nie możemy tego kwestionować. Pamiętajmy, że jest to konkurs ideowy i nie ma to nic wspólnego z przyszłą realizacją. Burmistrz ma w tej chwili przynajmniej te 10 pomysłów w miarę zaawansowanych do przeanalizowania i sformułowania wytycznych dla przyszłego konkursu realizacyjnego, więc nie należy przesadzać tutaj z opiniami krytycznymi czy zachwytami na temat projektów, które się pojawiły, bo to był konkurs na pomysł, a nie na realizację.”
W efekcie autor pracy, która miała wygrać, a nie wygrała ostentacyjnie nie przyjął nagrody pieniężnej. Jak widać - co się odwlecze, to nie uciecze i sprawa Zana House oraz króla betonu i szkła powróciła za sprawą burmistrza Pisuli i radnych niczym bumerang.