Wydrukuj tę stronę

Dlaczego Albrechtówka, a nie Sadowa?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

 Dlaczego Albrechtówka, a nie Sadowa? Czyli jak brukować lasek pod willę, a nie pod ludzi

To pytanie jest oczywiście retoryczne. Bo odpowiedź wszyscy znamy. Tylko nikt już nawet nie udaje, że chodzi tu o potrzeby mieszkańców. Brukowanie drogi na Albrechtówce w Kazimierzu Dolnym wywołało „kontrowersje”? Nie. To déjà vu w wersji deluxe.

Z jednej strony centrum miasta przypominające tor przeszkód po bombardowaniu, z drugiej — elegancka kosteczka w środku lasu. Bo wiadomo, że jeśli coś ma błyszczeć, to nie tam, gdzie jeżdżą mieszkańcy, tylko tam, gdzie przyjeżdżają panowie z Warszafki w SUV-ach za pół miliona.

Inwestycje drogowe w Kazimierzu planowane są z dnia na dzień. Losowo. Chaotycznie. Jakby ktoś rzucał kostką do gry:

Wypadła Albrechtówka? Brukujemy.

Sadowa? Nie tym razem, mieszkańcu. Spróbuj w następnym życiu.

Większość ludzi nie wiąże życia z terenami wiejskimi, ale za to zamożni inwestorzy z wielkich miast wiążą z nimi swoje portfele. I to jest, proszę Państwa, jedyna stała logika tych inwestycji.

Przypomnijmy: już w 2012 roku ostrzegano, że drogi trzeba robić kompleksowo, a nie „pod kolegów i zaplecze polityczne”. Wtedy radny Rafał Suszek opisał cud inżynierii: 100 metrów ulicy Sadowej za ponad milion złotych, zostawiając resztę — czyli 90% — w stanie błagającym o litość. To nie była inwestycja. To był performance. https://www.januszkowalskikazimierz.pl/z-miasta/344-kosztowna-sadowa.html

Dziś mamy ciąg dalszy serialu pt. „Droga donikąd”. Obecny burmistrz Artur Pomianowski buduje brukowaną drogę za 1,3 miliona złotych w miejscu, gdzie — uwaga, werble — prawie nikt nie mieszka. Ale spokojnie. To nie jest absurd. To jest strategiczne przygotowanie infrastruktury pod przyszłe rezydencje z basenem, jacuzzi i widokiem na resztki wspólnego interesu.

Bo przecież zawsze chodzi o „dobro mieszkańców”. Tylko szkoda, że tych mieszkańców najczęściej widać tylko na wizualizacjach inwestorskich.

A wszystko to oczywiście:

- za zgodą Rady Miejskiej

- za cichą aprobatą zastraszanego społeczeństwa

- w atmosferze „nie zadawaj pytań, bo jeszcze coś się nie spodoba”

I tak właśnie w Kazimierzu:

dziury w drogach w centrum są faktem,

bruk w lesie jest priorytetem,

a zdrowy rozsądek… najwyraźniej wyprowadził się do gminy obok.

Ale spokojnie. To tylko kolejna „kontrowersja”. Przejdzie. Jak zawsze. Po nowej kostce.

Czytany 699 razy