KTO BOI SIĘ KAMERY, TEN POWINIEN ZADAĆ SOBIE : DLACZEGO?
Jawność życia publicznego nie jest przywilejem urzędników, radnych ani burmistrza Artura Pomianowskiego. To nasze niezbywalne prawo, prawo obywatela.
Art. 61 Konstytucji RP mówi jasno: obywatel ma prawo do informacji o działalności organów władzy publicznej, a dostęp do posiedzeń kolegialnych organów władzy pochodzących z wyborów obejmuje również możliwość rejestracji dźwięku lub obrazu.
A więc nagrywanie obrad rady miejskiej czy posiedzeń komisji nie jest żadnym „zamachem na urząd”. Nie jest też fanaberią mieszkańca.
To jeden z elementów kontroli obywatelskiej nad władzą.
I właśnie dlatego tak ważna jest działalność Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, która od lat pokazuje, jak w praktyce wygląda walka o jawność samorządów. Ich działania i materiały pokazują problemy, z którymi obywatele spotykają się w całej Polsce — od utrudniania dostępu do informacji
po próby ograniczania obywatelom możliwości obserwowania i rejestrowania pracy organów samorządu. W jednym z najnowszych materiałów Watchdog Polska wprost omawia prawo mieszkańców do uczestniczenia w posiedzeniach komisji i ich nagrywania.
Przykład Krosna powinien być dla nas bardzo ważną lekcją.
Bo jeżeli obywatel, który chce zobaczyć i udokumentować pracę swojej rady lub komisji, zamiast otrzymać normalne warunki do korzystania ze swoich praw spotyka się z presją, próbami zastraszania czy wzywaniem policji, to mamy problem znacznie większy niż pojedynczy konflikt.
Mamy problem z rozumieniem tego, czym jest demokracja lokalna.
I teraz pytanie, które powinno paść również u nas, w Kazimierzu Dolnym:
Czy u nas naprawdę jest inaczej?
Czy mieszkaniec może spokojnie korzystać ze swoich praw?
Czy może przyjść na posiedzenie, obserwować pracę radnych i ją rejestrować?
Czy zamiast traktowania obywatela jak problemu traktuje się go jak gospodarza tej wspólnoty?
Bo niestety w Kazimierzu Dolnym również dochodziło do sytuacji, które budzą bardzo poważne pytania o granice ingerencji w prawa obywatelskie.
Dwukrotne wezwanie policji w związku z moją działalnością medialną, które w mojej ocenie było bezpodstawne, to nie jest błahostka.
Jeżeli ktoś bez podstawy prawnej wzywa organy ścigania przeciwko obywatelowi korzystającemu ze swoich praw, takie działanie powinno być rzetelnie wyjaśnione, a odpowiedzialność — jeżeli zostanie stwierdzone naruszenie prawa — powinna być realna, a nie symboliczna.
Do tego dochodzą inne działania, w związku z którymi prokuratura prowadzi obecnie postępowanie dotyczące podejrzenia naruszenia przepisów związanych z prawem prasowym.
To wszystko dzieje się tutaj — w Kazimierzu Dolnym.
I dlatego sprawa Krosna powinna być dla nas czymś więcej niż kolejną historią z internetu.
Powinna być lustrem.
Bo jeżeli zaczynamy akceptować sytuację, w której obywatel musi walczyć o możliwość obserwowania tego, jak pracują osoby wybrane przez mieszkańców, to krok po kroku odbieramy sobie kontrolę nad własną wspólnotą.
Władza publiczna nie jest własnością władzy.
Rada miejska nie jest prywatnym klubem.
Komisje rady nie są tajnymi spotkaniami.
A kamera mieszkańca nie jest zagrożeniem dla demokracji.
Zagrożeniem dla demokracji jest sytuacja, w której obywatel zaczyna być traktowany jak zagrożenie tylko dlatego, że chce patrzeć władzy na ręce.
Dlatego pytam mieszkańców Kazimierza Dolnego:
Czy uważacie, że obywatel powinien mieć pełne prawo do obserwowania i rejestrowania pracy rady oraz jej komisji?
Czy wzywanie policji przeciwko osobie korzystającej z prawa do jawności może być narzędziem nacisku?
Czy w naszym mieście standardy jawności są rzeczywiście takie, jakie powinny być w demokratycznym samorządzie?
I najważniejsze: czy chcemy samorządu, który boi się obywatelskiej kontroli, czy samorządu, który nie ma nic do ukrycia?
Zapraszam do merytorycznej dyskusji w komentarzach.
Niech mieszkańcy sami odpowiedzą, gdzie kończy się „porządek na sali”, a gdzie zaczyna się ograniczanie obywatelskiego prawa do kontroli władzy.