Kazimierski samorząd: mieszkańcy pytają, urzędnicy… milczą?
Od stycznia do chwili obecnej kieruję do Samorządu Mieszkańców Kazimierza Dolnego wnioski o udostępnienie informacji publicznej. Robię to także w imieniu i na rzecz mieszkańców Kazimierza Dolnego, którzy chcą uzyskać odpowiedzi na ważne pytania dotyczące funkcjonowania ich własnej społeczności.
I co otrzymują w zamian?
Nie odpowiedzi, lecz kolejne uniki. W załączeniu publikuję pismo, które otrzymałem w tej sprawie.
W kwestii dostępu do informacji publicznej sekretarz gminy Kazimierz Dolny, Małgorzata Kuś, przedstawia stanowisko, z którego wynika, że Samorząd Mieszkańców nie jest zobowiązany do udzielania informacji w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej.
Naprawdę?
Jeżeli jednostki pomocnicze samorządu terytorialnego działają w sferze spraw publicznych i funkcjonują na rzecz lokalnej społeczności, pojawia się zasadnicze pytanie: dlaczego mieszkańcom próbuje się tłumaczyć, że nie mają prawa pytać o sprawy ich dotyczące i oczekiwać odpowiedzi?
A może właśnie o to chodzi?
Najpierw słyszymy:
„To nie jest informacja publiczna”.
Później:
„Nie musimy odpowiadać”.
A na końcu pozostaje nadzieja, że mieszkańcy po prostu przestaną pytać.
Tylko że mieszkańcy nie przestaną pytać !
Transparentność nie polega na tym, że obywatel miesiącami próbuje uzyskać podstawowe informacje, a w odpowiedzi otrzymuje kolejne interpretacje, uniki i przerzucanie odpowiedzialności.
Transparentność polega na tym, że władza odpowiada.
Sytuacja staje się jeszcze bardziej kuriozalna w kontekście działalności przewodniczącego Samorządu Mieszkańców, Piotra Żółkiewskiego. W mojej ocenie kreuje się on na lokalnego „szeryfa”, a momentami — używając mocniejszego określenia — na lokalnego „watażkę”. Chętnie zabiera głos w sprawach, które dobrze wyglądają w mediach społecznościowych, i występuje jako reprezentant mieszkańców, choć — w mojej ocenie — częściej reprezentuje określone środowisko niż całą lokalną społeczność.
Jednak kiedy pojawiają się konkretne pytania dotyczące jego działalności i decyzji, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Odpowiedzialność nagle gdzieś się rozpływa.
A pan przewodniczący, zamiast samodzielnie odpowiedzieć mieszkańcom, chowa się za spódnicą pani sekretarz.
Czy tak powinien wyglądać Samorząd Mieszkańców?
Czy mieszkańcy mają prawo oczekiwać informacji tylko wtedy, gdy pytania są wygodne?
A może problem tkwi gdzie indziej?
Czy „centrala” zaczyna mieć problem z panem przewodniczącym?
Od mieszkańców otrzymuję liczne materiały: dokumenty, zdjęcia i nagrania. Przekazują mi również informacje dotyczące sytuacji, które budzą ich obawy. Pojawiają się relacje o wywieraniu presji i zastraszaniu. Ja również doświadczam zachowań, które odbieram jako formę przemocy lub nacisku.
Nie zamierzam jednak milczeć.
Bo sprawa nie dotyczy wyłącznie mnie.
Dotyczy prawa mieszkańców Kazimierza Dolnego do informacji, do zadawania pytań i do kontroli osób działających w ich imieniu.
I właśnie dlatego będę te pytania zadawał dalej.
Mieszkańcy mają prawo wiedzieć.
Samorząd ma obowiązek być przejrzysty.
A osoby pełniące funkcje publiczne powinny być gotowe odpowiadać za swoje działania.
Bo jeżeli wszystko jest w porządku, to czego tak bardzo nie można mieszkańcom pokazać?
zdjęcie poniżej ( wykonane na XIII sesji RM,3.09.2026 ) przedstawia Panią Małgorzatę Kuś, Sekretarkę ( za feminatywy przepraszam) Gminy Kazimierz Dolny obok sekretarki, Pan Piotr Żółkiewski Przewodniczący Samorządu Mieszkańców Kazimierza Dolnego.

Poniżej zdjęcie Piotra Żółkiewskiego z urządzeniami rejestrującymi ,w czasie nocnych akcji "inwigilacji" konkurencyjnych
podmiotów gospodarczych.

Poniżej akcja Zółkiewskiego na Krzywym Kole w samo południe...( 9.09.2026 )
Niestety Don Pedro de sweterek uciekł w szuwary...


