O procesie dziennikarki..... słów kilka.
Tocząca się od kilku miesięcy, w Sądzie Rejonowym w Puławach, sprawa karna przeciwko redaktor Tygodnika Powiśla - Annie Filipowskiej oskarżonej o kierowania przeciwko mnie gróźb karalnych, przed dwoma dniami zakończyła się wydaniem wyroku. Jednak nie sam wyrok jest w tym wypadku najistotniejszy, ale to co można było usłyszeć w trakcie procesu, a co rzuca światło na specyficzne i wyszukane metody dziennikarskie… Dlatego też chciałbym w kilku zdaniach przedstawić Państwu znacznie ważniejsze dla interesu społecznego od wyroku, kwestie zakończonego procesu.
Kreująca się na ofiarę i pokrzywdzoną pani redaktor zapomina, lub nie chce pamiętać, iż moja rozmowy z Arturem Kwapińskim, którego znam bardzo słabo, a wręcz wcale odbyła się w określonym kontekście – wielomiesięcznych działań pani Filipowskiej mających znamiona działań politycznych, a wymierzonych w moja osobę. Szczegółowo opisałem okoliczności i motyw mojej jednorazowej wypowiedzi w „cztery oczy”, w artykułach zamieszczonych na tym blogu.
http://www.januszkowalskikazimierz.pl/moje-awantury/kazimierskie-watergate….html
Co ciekawe, 2 z powyższych artykułów, obrazujących metody rozpracowywania 2 najaktywniejszych kazimierskich radnych, jak również artykuł, którego link przedstawiam Państwu poniżej, stanowiły dowód w Sądzie, wniesiony przez samą panią redaktor, na okoliczność… mojej rzekomej choroby psychicznej.
http://www.januszkowalskikazimierz.pl/z-miasta/wojna-o-kazimierska-ziemie.html
Cóż… tonący brzytwy się chwyta… W trakcie procesu miałem okazję poznać osobiście kilka osób z przypiętą przez redaktor Filipowska „łatą choroby psychicznej” Jak widać mechanizm obrzucania na lewo i prawo swoich oponentów i adwersarzy piętnem specyficznej choroby dotykającej umysłu pani Filipowska opanowała do perfekcji. Prawda, jakie to banalnie proste? Kiedy nie można podważyć lub zakwestionować opisywanych faktów, wystarczy stwierdzenie - jest chory psychicznie, ma zryty łeb itd., itp Skąd my to Szanowni Państwo znamy…?
W trakcie procesu, tak jak przypuszczałem, można było się dowiedzieć, iż nagrywanie mojej prywatnej rozmowy z Arturem Kwapińskim było zainspirowane przez… redaktor Filipowską. To nie wszystko! Okazuje się, że nie tylko ja byłem nagrywany. Przed Sądem oskarżona oznajmiła, iż osobiście nagrywała również rozmowę z Radnym Kowalskim.Mając powyższe na względzie, jak również biorąc pod uwagę liczne prowokacje słowne pani redaktor, w mojej ocenie śmiem twierdzić, iż nagranych prywatnych rozmów z udziałem opozycyjnych kazimierskich radnych jest dużo więcej. Z uwagi, iż nie zawierają treści nazwijmy to kontrowersyjnych i nie mogły stanowić haków, więc były bezwartościowe… Pojawiają się zatem pytania. W jakim celu redaktor Filipowska nagrywała opozycyjnych radnych? Czemu miało to służyć? Czy był to jedynie wymysł dziennikarskiej wyobraźni, czy stały za tym osoby trzecie?
Po tym co spotkało pana Piotra Rzetelskiego, kiedy celowo i świadomie została uruchomiona plotka o rzekomym ubieganiu się o fotel burmistrza, nie mam wątpliwości, iż nagrywanie rozmów było dziełem przypadku…
Wracając zaś do procesu,co ciekawe a zarazem skandaliczne pani Filipowska w sądzie wymachiwała dokumentami sadowowymi świadków dotyczaych Ich zdrowia i członków ich rodziny,chcąc w ten sposób zastraszyć świadka.Natychmiast zareagował sędzia stwierdzając,że zachowanie oskarzonej dziennikarki jest niedopuszczalne.Zastananówmy się kto udostępnił pani Filipowskiej dokumenty sądowe o których dziennikarka nawt nie miął prawa wiedzieć ,że takie istnieją,a co dopiero wejść w ich posiadanie.Na koniec jako podsumowanie nalęży przytoczyć fragment z usasadnienia wyroku skazującego panią redaktor gdzie sadzia przywołał,że dziennikarka została uznana winną m.in. nielegalnego rozpowszechniania informacji zdobytych w sposób bezprawny!!!
Jak widać działania bezprawne dziennikarki to nie wyjątek, ani przypadek.
Rafał Suszek