Wydrukuj tę stronę

PARCHATKA TRACI SWOJĄ TOŻSAMOŚĆ. MIMO TO MIESZKAŃCY JEDNOCZĄ SIĘ !

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

PARCHATKA TRACI SWOJĄ TOŻSAMOŚĆ. CZY WŁADZE KAZIMIERZA DOLNEGO NAPRAWDĘ NIE SŁYSZĄ MIESZKAŃCÓW?

To nie jest kolejna dyskusja o kresce na mapie.

To jest pytanie o przyszłość Parchatki.

Mieszkańcy przyszli licznie, bo chcą mieć wpływ na to, co stanie się z ich miejscowością. Chcą zachować jej charakter, krajobraz, a przede wszystkim możliwość prowadzenia działalności rolniczej.

Tymczasem proponowane zapisy dotyczące zmian w planie zagospodarowania przestrzennego mogą poważnie ograniczyć możliwości funkcjonowania rolnictwa w Parchatce.

I tu pojawia się fundamentalne pytanie:

Kto ma decydować o przyszłości Parchatki?

Mieszkańcy, którzy żyją tutaj od pokoleń, pracują i prowadzą swoje gospodarstwa, czy osoby, które patrzą na tę miejscowość przede wszystkim przez pryzmat swoich interesów, oraz władze przygotowujące dokumenty zza biurka?

Mieszkańcy nie tylko dzisiaj pokazali, że chcą rozmawiać. Pokazali, że zależy im na przyszłości swojej miejscowości. Pokazali również, że potrafią się zjednoczyć, kiedy zagrożone są sprawy dotyczące ich codziennego życia.

Na spotkaniu pojawili się przedstawiciele magistratu: wiceburmistrz Jarosław Borychowski oraz pan Adam Krajewski z Referatu Planowania Przestrzennego.

Nie zawiedli również zaproszeni goście: Aleksander Adamski, radni powiatu puławskiego – pani Joanna Stachyra-Wolska i pan Marcin Pisula – a także Mariusz Wójcik, przewodniczący Rady Miasta Puławy.

Była więc okazja do rozmowy, wymiany argumentów i przede wszystkim do wysłuchania mieszkańców.

A jednak pozostaje ogromne poczucie, że ich głos nie znajduje odpowiedniego odzwierciedlenia w działaniach władz.

Choć dzisiejsza debata odbiegała od tego, co niestety często obserwujemy w publicznych sporach – nie było hejtu, nikt nikogo nie znieważał, nie było krzyku ani personalnych ataków. Było spokojnie, rzeczowo i merytorycznie.

Jak ta debata przełoży się na konkretne decyzje? Zobaczymy.

Ja jednak nadal mam swoje obawy co do intencji burmistrza Artura Pomianowskiego.

Bo przecież Parchatka nie jest pustą działką w miejskim rejestrze.

To żywa miejscowość. To ludzie. To aktywnie działająca społeczność. To rolnicy i gospodarstwa. To historia i tradycja. To przede wszystkim charakter tego miejsca, budowany przez pokolenia.

Parchatka jest jedną z najbardziej zintegrowanych i aktywnych społeczności w naszej gminie. Ludzie tutaj potrafią się organizować, działać i – co najważniejsze – interesują się przyszłością swojego miejsca zamieszkania.

Dlatego nie można mówić o rozwoju, jeśli rozwój ma oznaczać ograniczenie mieszkańcom możliwości decydowania o własnej przyszłości.

Nie można mówić o dialogu społecznym, jeśli mieszkańcy przychodzą licznie, przedstawiają swoje argumenty, poświęcają swój czas, a później mają poczucie, że ich głos pozostaje bez znaczenia.

Parchatka nie prosi o przywileje.

Parchatka domaga się prawa do współdecydowania o sobie.

I jeszcze jedna rzecz, która powinna dać wszystkim do myślenia.

Mimo zaproszeń na tak ważnym dla mieszkańców zebraniu nie pojawił się żaden z radnych miejskich – poza radnym reprezentującym Parchatkę, Ryszardem Rybczyńskim.

Czy naprawdę nie znaleźli czasu, aby przyjść, wysłuchać swoich mieszkańców i zobaczyć, jakie problemy ich dotyczą?

Czy tak właśnie powinien wyglądać dialog mieszkańców z Radą Miejską?

Mieszkańcy Parchatki już zabrali głos.

Teraz czas na to, aby ich głos został nie tylko wysłuchany, ale również uwzględniony w konkretnych decyzjach.

Bo o przyszłości Parchatki nie powinno decydować się wyłącznie zza biurka.

PAMIĘTAJMY ! PARCHATKA TO NIE TYLKO PLAN ZAGOSPODAROWANIA PRZESTRZENNEGO.

PARCHATKA TO LUDZIE.

I TO ICH PRZYSZŁOŚĆ JEST DZISIAJ STAWKĄ.

Czytany 31 razy