Wydrukuj tę stronę

Bezpieczeństwo bez mieszkańców, władze Kazimierza osiągnęły cel.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

15 października w Gminnym Zespole Szkół w Kazimierzu Dolnym odbyło się ważne i potrzebne spotkanie z ekspertami od bezpieczeństwa. Szkoda tylko, że w tej rozmowie zabrakło tego, dla kogo bezpieczeństwo powinno być najważniejsze — mieszkańców.

Eksperci mówili o zagrożeniach, służby dzieliły się wiedzą, a uczestnikom pokazano m.in. plecak ewakuacyjny z krzesiwem, goglami i maczetą. Trafnie ocenił temat Aleksander Adamski.  Oczywiście ! Wszystko to może się przydać. Ale czy w sytuacji kryzysowej bardziej niż maczeta nie przyda się wiedza, na kogo z sąsiadów mogę liczyć ! Kto ma studnię, kto hoduje kury i kozy, jak z Wisły pozyskać  wodę wodę do picia , żywność i pomoc, gdy zabraknie prądu, Internetu i zakupów w Biedronce?

Przetrwanie , jak wiemy ,to podstawa . To sprawdzian wspólnoty. I w tym tkwi problem nie tylko lokalny ale całej naszej Ojczyzny.

Parchatka już pokazuje, że można myśleć o wspólnej studni i kolektywnym gromadzeniu zasobów. Tymczasem w Kazimierzu wciąż jest za mało rozmowy o tym, jak mieszkańcy mają współpracować w kryzysie. 

I jeszcze jedno pytanie: skoro bezpieczeństwo to nasza wspólna sprawa, dlaczego mieszkańcy tak słabo uczestniczą w debacie o własnym bezpieczeństwie? Czy naprawdę przestali się interesować, czy może po latach lokalnych praktyk i sposobów prowadzenia "dialogu" społecznego uznali, że ich głos niewiele zmienia?

Nie mam gotowej odpowiedzi. Mam za to obserwację: na spotkaniu frekwencja nie dopisała, ale dzięki mojej transmisji temat wyszedł poza szkolną aulę i dotarł do szerszego grona odbiorców. Paradoks? Władza organizuje debatę o wspólnym bezpieczeństwie, a o jej przebiegu wielu mieszkańców dowiaduje się dopiero z Internetu.

Podziękowania dla ekspertów i służb są jak najbardziej zasłużone. Tyle że podziękowania nie zastąpią społecznej rozmowy, a plecak ewakuacyjny nie zastąpi zaufania między ludźmi.

I to jest moja awantura.

Czytany 272 razy