Inwestycja, która budzi kontrowersje - podsumowanie

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

Latem 2015 roku obiegła Kazimierz Dolny wiadomość o planach budowy Ośrodka Usług Turystycznych, zlokalizowanego na działce przy ulicy Krakowskiej, usytuowanej pomiędzy spichlerzem PTTK a kamieniołomem. Jest to teren Kazimierskiego Parku Krajobrazowego oraz „Pomnika Historii” – objęty ścisłą ochroną konserwatorską, położony w sąsiedztwie obszarów Natura 2000.

 

Koncepcję architektoniczną zaprezentował prof. Konrad Kucza-Kuczyński, podczas prelekcji pt.: „Nowe w Starym Kazimierzu”, zorganizowanej w ramach festiwalu filmowego „Dwa Brzegi”. Mówił, że kubatura będzie wypełniona 60 pokojami hotelowymi, oraz 77 pokojami SPA (cokolwiek to znaczy). Ponadto przewidziana jest sala wielofunkcyjna na 500 osób. Całkowita powierzchnia użytkowa to 16358m2. Autorem koncepcji jest dr inż. arch. Bolesław Stelmach, architekt lubelski, natomiast inwestorem firma Zana House sp. z o. o. Jeśli budowa dojdzie do skutku, będzie to dotychczas największa inwestycja w mieście.

 

Na ten temat wywiązała się również dyskusja dnia 24 października 2015 podczas ogólnopolskiego seminarium poświęconego rewitalizacji Kazimierza Dolnego, zorganizowanego przez Samorząd Mieszkańców Miasta Kazimierza Dolnego. Wypowiedzieli się eksperci (m.in. prof. Jeremi Królikowski, prof. Waldemar Wawrzyniak), zgodnie uznając, że ta architektura, schowana częściowo pod ziemią i nią obsypana niczym kopiec, w żaden sposób nie wpisuje się w kameralny charakter miasteczka, budowany przez wielowiekową tradycję.

 

Wielokrotnie głos zabierała także dr Romana Rupiewicz, podkreślając wątpliwą zgodność z planem, zagrożenie środowiskowe i społeczne. Mówiła, że Kazimierz Dolny nie jest w stanie udźwignąć takiej inwestycji ze względu na brak odpowiedniej infrastruktury (drogi dojazdowe, kanalizacja) oraz niewystarczającą ilość wody w mocno obciążonym miejskim wodociągu, który i tak wymaga modernizacji. Mówiła również o przeskalowaniu kubatury, pozbawionej tożsamości, ukrytej niczym bunkier pod ziemią i w rzeczywistości nie mającej nic z nowoczesności. Wg niej architektura ta stworzy kolejną niemiastotwórczą i wyizolowaną przestrzeń na ogromnym obszarze i stanie się precedensem.

 

Powierzchnia planowanej inwestycji jest całkowicie nie do przyjęcia, porównywalna z łączną powierzchnią wszystkich hoteli i pensjonatów w Kazimierzu Dolnym. Prof. Konrad Kucza-Kuczyński, entuzjasta idei, jest także autorem artykułu opiewającego wielkość twórczości Bolesława Stelmacha, opublikowanego na łamach Brulionu Kazimierskiego, wydawanego przez Towarzystwo Przyjaciół Miasta Kazimierza Dolnego. Drugi entuzjasta, mgr Bartłomiej Pniewski, prezes TPMKD przekonywał jak ważna dla rozwoju miasta jest ta inwestycja.

Faktem jest, że Kazimierz boryka się z brakiem infrastruktury turystycznej tak potrzebnej wobec oczekiwań i rosnących wymagań turystów oraz mieszkańców. Podczas letniego festiwalu filmowego, który trwa raptem tydzień, filmy oglądane są w namiotach. Zapewne wielofunkcyjna sala miejska przydałaby się... stąd też kilka lat temu podjęto próbę budowy niewielkiego Centrum Sztuki Audiowizualnej w nieczynnym kamieniołomie, które miało być realizowane przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich, oczywiście za ich własne pieniądze. To teren sąsiadujący z palowaną obecnie inwestycją Znana House. Wówczas ujawnili się oponenci (w tym Bartłomiej Pniewski), zarzucając planowanemu przedsięwzięciu fatalną lokalizację i architekturę. Wtedy jednak potencjalny inwestor nie ukrywał się, ale spotykał z ludźmi i był skłonny do wszelkich zmian projektu. Czyżby Pan Prezes znał plany spółki Zana House i chronił jej interesy, blokując inwestycję, która wg mnie byłaby rzeczywiście atrakcją miasta? Filmowcy chcieli stworzyć miejsce, które pozwoliłoby na wydłużenie festiwalu w cyklu rocznym oraz na rozwinięcie jego oferty także o część edukacyjną dla branży filmowej... zresztą co tu pisać. Przynajmniej to był jakiś pomysł. Tymczasem Zana House ma pomysł na luksusowe SPA. Niestety mało to oryginalne...

 

Inwestycja nie jest zgodna z Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP). Zapisy tego dokumentu stanowiącego miejscowe prawo mówią, że w tym miejscu mogą zostać odbudowane spichlerze (oczywiście ze zmianą funkcji), które historycznie były tam zlokalizowane, tworząc ciąg zabudowy. Natomiast proponowane przez Stelmacha rozwiązanie to – w dużym uproszczeniu – hotel pod ziemią. Kolejnym rygorem MPZP jest zakaz lokalizacji obiektów w odległości mniejszej niż 50 m od stopy wału przeciwpowodziowego, co zostało tu przekroczone.

 

Drugim problemem to brak infrastruktury. Projektanci zaproponowali dojazd wąwozem Granicznik. Skutkiem tego rozwiązywania będzie poszerzenie wąwozu i zniszczenie jego naturalnego ukształtowania, co jest sprzeczne z wytycznymi Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

 

Obiekt będzie potrzebował ogromnej ilości wody, czego miasto nie jest w stanie zapewnić. Dalsze konsekwencje to odprowadzenie ścieków. Oczywiście wszystko można zrobić, problem w tym kto ma za to zapłacić. Miasto? Uwikłane w kredyty i beznadziejną inwestycję budowy szkoły?

 

Ostatnia kwestia to problem społeczny. Z jednej strony to dochody z podatków, niby dodatkowe miejsca pacy, dodatkowa oferta turystyczna w postaci oklepanego już SPA. Z drugiej strony to obawy, czy tak duży kompleks nie spowoduje odpływu części gości, kochających Kazimierz za jego małą skalę. Taki zamknięty bunkier będzie również tworzył miasto w mieście, i co gorsze, może stać się precedensem do kolejnych megalitycznych kubatur.

 

Tu z pomocą powinni przyjść specjaliści. Inwestor powinien rozmawiać i z magistratem i ze społeczeństwem. A tego nie ma. W zamian za to otrzymujemy pisma przed-sądowe, nakazujące wpłaty po 100 tyś złotych na wskazane cele. Pisma od pełnomocnika Zana House otrzymuje Rada Miejska z żądaniem wyjaśnień, dlaczego o inwestycji była mowa na sesji Rady Miejskiej. Pisma procesowe otrzymuje Urząd Miasta w Kazimierzu Dolnym z insynuacją, że w przypadku niezrealizowania inwestycji, Inwertor wystąpi na drogę sądową z żądaniem wielomilionowych odszkodowań. Pisma dostają także Radni Rady Miejskiej, że uczestnicząc w debacie publicznej, naruszają dobra osobiste Inwestora. Mówiąc krótko: mieszkańcy są zastraszani. W sprawę zaangażował się Samorząd Mieszkańców. Powoli dziennikarze zaczynają pisać o sprawie, co jest zdrowym objawem. Wielokrotnie podkreślałem, że właściciele terenu mają niezbywalne prawo realizowania swoich planów i marzeń. Rozwój gospodarczy to podstawa i fundament każdej społeczności. Przedsiębiorcom chcącym inwestować w rozwój potrzebna jest daleko idąca pomoc lokalnych struktur władzy. Jednak wszystkie działania muszą być prowadzone z poszanowaniem obwiązujących norm prawnych i lokalnych tradycji utrwalonych przez lata.

 

Wszelkie działania powinny opierać się na dialogu i współpracy, nie zaś być namaszczone szykanami i groźbami. Kończąc chcę zacytować pewną mądrość: „aby naruszyć czyjeś dobra osobiste, te dobra najpierw trzeba mieć”.


 

J.K

 

Czytany 2821 razy

Komentarze

-1
#1 I.K. 19-02-2016 15:11
A ja jestem za. Inwestycja jest położona dość daleko od centrum miasteczka i uważam, że nie będzie miała aż takiego złego wpływu na jego obecny wygląd i charakter. Poza tym każde nowe miejsce pracy się przyda na tej naszej biednej Lubelszczyźnie, a w takim miejscu będzie ich sporo. Poza tym nie oszukujmy nie kamieniołomy nie są jakąś super atrakcją turystyczną, za to są świetnym miejscem na organizację koncertów itp ze względu na oddalenie od domów mieszkalnych. Nie rozumiem sprzeciwu.

Dodaj komentarz