Grupa trzymająca Władzę.

Oceń ten artykuł
(12 głosów)

Jak dobrze pamiętam w 2005 roku na kazimierskim portalu ukazał się post podpisany „Jerzy M”. Było to mniej więcej wtedy, kiedy toczyła się dyskusja nad ważnymi dla Kazimierza kwestiami. Post brzmiał (przytaczam z pamięci): „Jeszcze długo żaden gmin nie będzie decydował o tym co w mieście ważne, długo gmin nie będzie decydował o tym co ma być a co nie”. @Jerzy M wiedział co pisze, jego słowa są aktualne do dziś. O tym co ma powstać w mieście nie decyduje Rada, a tzw. kazimierski establishment. Pomimo tego, że Rada formalizuje myśl establishmentu, to właśnie kilka osób wpływa na ostateczne decyzje jakie zapadają. Dobitnym przykładem były decyzje podjęte zarówno w sprawie odbudowy szkoły jak i budowy Centrum Sztuki Audiowizualnej. Wbrew logice, ekonomi i racjonalności przedsięwzięć Rada miejska podjęła kilka kuriozalnych decyzji, w moim przekonaniu szkodzących miastu. Stało się tak, z powodu silnego wpływu ludzi burmistrza. Nasz burmistrz wyrzekł się interesu publicznego. Wraz z kazimierskim establishmentem występuje przeciwko ogólnemu interesowi miasta, głównie dlatego, że celem tej wąskiej grupy osób jest ich własny interes. Jest to działalność wymierzona przeciwko mieszkańcom naszego miasta i gminy.
Establishmentem pozwoliłem sobie nazwać wąską grupę osób wpływowych, którzy uzurpują sobie prawo do prawdy absolutnej i decydowania o każdej kwestii miasta i gminy pod kątem własnych interesów. Według tej polityki, miejscowych mają zastąpić obywatele wyższej kategorii, czyli ludzie „z zewnątrz”. Na wzór państw kolonialnych. To właśnie Ci ludzie kreują wizje miasta, które ich burmistrz realizuje. A jak wiadomo burmistrz wybrany został w powszechnych wyborach, wyłącznie przez autochtonów. Gwoli informacji przybliżę moje rozumienie definicji coraz częściej używanego słowa „Warszafka”. Kazimierska [warszafka] to grupa ludzi, którzy … pochodzą z różnych części kraju, głównie z Warszawy (osiedlonych po II wojnie światowej). [warszafiak] ma osobowość roszczeniową wobec tubylców, skierowaną na agresję mentalnie niezwiązany z miastem, a często traktujący Kazimierz jako lokatę kapitału… Zadaniem [warszafki] jest ciągłe pouczanie autochtonów, aby ten nieokrzesany osobnik był uosobieniem europejczyka wg standardów głównego nurtu… Generalnie miejscowy ma być traktowany jako osobnik niższej kategorii. Jedną z cech typowego [warszafiaka] jest skłonność do kierunków modernistycznych, odcinających się od wartości tradycyjnych - patrz logo Kazimierza Dolnego. Nie wiem kto wymyślił to popularne określenie, zapewne był to prowincjusz , na pewno nie jest synonimem Warszawiaka. Mieszkańcy Warszawy, od dawna wnosili bardzo ważny element w rozwój życia kulturalnego naszego kazimierskiego społeczeństwa. Wnosili i wnoszą olbrzymie dziedzictwo kulturalne dla naszego środowiska. I w większości to przyjaźnie nastawieni do świata ludzie. Co więcej stanowią trwałą i bardzo ważną grupę gości odwiedzających nasze miasteczko. I wystarczy jeden wszystkowiedzący przybysz, reprezentujący jedynie słuszne poglądy i koncepcje np. zagospodarowania Kazimierza, żeby prysł cały urok Warszawiaka…
Na podstawie poniższych dokumentów przedstawię Państwu analizę i skalę z jakim zagrożeniem mamy do czynienia. Otóż pismo kierowane do burmistrza Kazimierza z dnia 17.10.2011 podpisane przez reprezentantów organizacji społecznych takich jak Towarzystwo Przyjaciół Kazimierza Dolnego, Towarzystwo Opieki Nad Zabytkami i Społecznego Komitetu Ochrony Krajobrazu Kamieniołomów jest w istocie manifestem, pobożnym życzeniem kazimierskiego establishmentu. Pismo zawiera wytyczne dla burmistrza, i informacje czego warszafka sobie życzy. Założenia te były referowane wielokrotnie przez oryginalnego przedstawiciela tej grupy, prezesa TPK Pana Bartłomieja Piewskiego, który jest w zarządach TPK (prezes), ale również TOZ i SKOKK. Pismo, o którym mowa kierowane jest do wiadomości kilku instytucji, w tym do „głównego adresata” Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Burmistrz pismo to dekretuje Inspektorowi od spraw promocji miasta Pani Dorocie Szczuka (z zaznaczeniem „proszę o rozmowę”). Dlaczego pismo to nie zostało skierowane do właściwej komórki kazimierskiego magistratu zajmującej się gospodarką nieruchomościami i przekazane do Pani Kierownik Justyny Kobiałki? Zapewne dlatego, że p. Dorota Szczuka jest inspektorem nie tylko od spraw „promocji miasta” (bez cudzysłowu nie da się tego napisać). Dorota Szczuka jest łącznikiem pomiędzy Urzędem Konserwatorskim a magistratem. Jest swoistym filtrem, który ma odsączać i właściwie kanalizować sprawy ważne dla establishmentu. Na własnej skórze tego doświadczyłem. Otóż ok. 2 lata temu, kiedy wystąpiłem do Konserwatora o wydanie zgody na usytuowanie na mojej działce sztucznego lodowiska (na okres 3 miesięcy), Pani Konserwator przed wydaniem decyzji telefonicznie zwróciła się z pytaniem do Pani Doroty Szczuka, czy ta nie będzie miała nic przeciwko (sic!). Powiedziała mi o tym sama p. Szczuka, zaznaczając, że nie widzi niczego złego w powstaniu lodowiska. A jednak, z „bliżej nieznanych przyczyn” Konserwator powiadomił o nieprawidłowościach …Zarząd Lubelskich Parków Krajobrazowych informując, że bez wymaganej zgody dokonałem samowolnie tarasów winnicy. Park natomiast stwierdził, że nie ma w tym nic złego, a ponadto tarasy te były wykonane już w 2003 roku, co widać na zdjęciach satelitarnych. Nie sądziłem, że w naszej sprawie sięgnięto do archiwum NASA, ale niech tam.
Wracając do pisma. Manifest sprowadza się do czterech bardzo ważnych terenów inwestycyjnych decydujących o przyszłości miasteczka. Chodzi o tereny tzw. Zielonego Parkingu, gdzie 10 lat temu zamierzano wybudować Szkolne Obiekty Sportowe. W 2008 roku terenem zainteresowani byli biznesmeni, dla których burmistrz Dunia podjął uchwałę o indywidualnych zmianach w planie zagospodarowania. Niestety z nieznanych przyczyn wzięli ogon pod siebie i nawiali. Od ponad roku terenem tym zainteresowani byli Filmowcy. Chodziło o to, aby w tym miejscu początkowo powstało Centrum Sztuki Audiowizualnej. Wybuch w szkole był jednoznaczny z odmową wydzierżawienia placu. I podejrzewam, że niestety taka inwestycja nie leżała w ogóle w interesie kazimierskiego establishmentu. Od pierwszych dni po wybuchu ludzie Duni kłamali, że szkoła nie nadaje się do remontu, ani odbudowy. Więc trzeba było przekonać o tym społeczeństwo i w odpowiedni sposób utwierdzać bez podstaw w błędnym przekonaniu. No i burmistrz odpowiedział Filmowcom, że szkoła jest ważniejsza niż kino. I słusznie, szkoła przede wszystkim! Jednak w kontekście dalszej taktyki kazimierskiego magistratu, okazuje się, że żadne kino poza ewentualnie „Dwoma Brzegami” nie jest warte Kazimierza.
Uważam, że pomysł budowy szkoły na zielonym parkingu jest nietrafiony. Ale jak tu trafić, skoro myślicieli wielu, a słuszne rozwiązanie tylko jedno. Albo, o co chodzi w konkursie na projekt szkoły? Szkoła z czasem i tak zostanie odbudowana w starym miejscu. Natomiast zakres uwag do konkursu obejmuje tereny tj. willa Promień i Zielony Parking. Zatem w tych miejscach trudno będzie zrealizować cokolwiek innego niż obecnie zakładany pomysł. W rzeczywistości szkoła tam nigdy nie powstanie z dwóch powodów. Po pierwsze, nie ma na to pieniędzy, a po drugie nie będzie komu się uczyć. Ale konkursowy projekt może zablokować pod inwestycje tereny zielonego parkingu na długie lata, o ile zostanie przegłosowany przez Radę. Tylko po to, aby w Kazimierzu nic nie powstało, co mogłoby zachęcić turystów i mieszkańców do przebywania w mieście.
Podobnie rozwiązano problem lokalizacji inwestycji w kamieniołomie. Zaproponowano tereny kamieniołomów myśląc, że pomysł budowy Centrum umrze sam w sobie. Kiedy tak się nie stało, establishment po raz kolejny zaprotestował i to skutecznie. Ponownie  darto szaty nad wyrobiskiem – ale coś ludziom trzeba sprzedać. Establishment wpadł na genialny pomysł, aby CSA wybudować na terenach Kolegiom Sztuk…  i byłej zawodówki. Oczywiście łatwo tym panom rządzić się na cudzym, bo tereny te należą do starostwa. Cóż marzyć nikt nikomu zabronić nie może. Oczywiście Centrum Sztuki Audio nie powstanie na terenie Kolegium… z prostego powodu. Inwestycja ta będzie bardzo kosztowna. Orientacyjna suma to około 30 mln zł, co przekracza możliwości finansowe zarówno gminy, jak i powiatu puławskiego czy innych instytucji.
Mamy do czynienia z powszechnym „tworzeniem wrażenia”. Chodzi dokładnie o oto, aby stworzyć wrażenie, że Centrum wybrzydza, i nie ma poważnych planów względem miasteczka. Zapewne oprócz dobrego wizerunku nic innego i pożytecznego establishment dla miasteczka nie wygra. W końcu nie ma to jak oprotestować drzazgę jednych, a przemilczeć belkę u innych, oczywiście w imię dobra …
Innym ważnym potencjałem jest teren Wikarówki. Dwa lata temu jedna z warszawskich firm  chciała wydzierżawić teren pod manufakturę gobelinów z produkcją i muzeum. Niestety to też nie było w interesie establishmentu, burmistrza - ? – zaczynam się gubić. O Wikarówce na jednym z ostatnich spotkań wypowiedział się p. Pniewski: „My mamy już plany, ja widzę oczami wyobraźni wszystkie funkcje i całe zagospodarowanie działki, co i jak ma być. Ksiądz na próżno może się starać u konserwatora. My mamy siłę przebicia i to możemy zrobić”. Słów tych komentować nie zamierzam. Powiem tylko, że prezes mówił prawdę.
Pismo, do przeczytania którego zachęcam jest w mojej ocenie niczym innym jak kodem dla konserwatora, który ma wydać wyrok na wskazane tereny. Pomimo tego, że dla tych terenów ustanowione zostało Prawo, Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego (lokalna konstytucja), dla ignorantów nie ma to znaczenia. Chcą takich zmian w Planie i takich zapewnień, aby ich status quo nie zostało naruszone. Zapisy planu nie zabezpieczą interesów warszafki ,dlatego należy je zmienić tak, aby spełniały oczekiwania wąskiej grupy osób. Organizacje te pod pozorem dbałości o unikalne walory kulturalno-krajobrazowe chcą zablokować na dziesięciolecia możliwość mądrego inwestowania. Przecież nie utrzymują się z działalności na terenie naszej gminy. To ludzie, którzy zarabiają pieniądze na zewnątrz, a u nas chcą mieć skansen. Podobnie jak zrobili to w Mięćmierezu. Ok. – tylko fajnie by było za obopólną zgodą. I jeszcze jedno. Czy widzieliście Państwo przypadek, aby instytucja która dostaje do wiadomości pismo odpowiadała na nie tak obszernymi wywodami (pismo konserwatora zabytków)? Ja z podobnym przypadkiem nie spotkałem się. Zaskakujące jest również to, że na pismo organizacji społecznych nie odpowiada rzeczywisty główny adresat jakim jest burmistrz Kazimierza Dolnego (sic!).Czy coś jeszcze może nas zadziwić?
J.K.

altalt

alt alt

Czytany 4985 razy

Komentarze

+4
#22 J,K 19-01-2012 21:45
zamówiliśmy trochę za mały prąd.Czekamy na nowe warunki.Miejmy nadzieję,że w wkrótce odpalimy.
+5
#21 obserwator 19-01-2012 21:12
Panie Januszu co z lodowiskiem
+5
#20 grymas50 19-01-2012 19:27
Bebni. to o mnie?
+6
#19 ewcia 19-01-2012 16:05
ktoś głosował na burmistrza kazimierzanie poszli jak te mrówki do "batoników' gratulacje. Nie widziały gały co brały z p. Bożenką w pakiecie
-14
#18 Bebni 19-01-2012 11:32
CZŁOWIEKU JESTEŚ NAJWIĘKSZYM PAJACEM W CAŁYM KAZIMIERZU, A MOŻE I NIE TYLKO W KAZIMIERZU
+6
#17 grymas50 19-01-2012 09:17
Obawiam sie, ze niedlugo nasze misteczko zostanie okrzyczane, jako "miasteczko rozpusty": betanki, bracia zakonni, ale niech tam. To Ich zycie. Ja z kolei pragne nawiazać do do Pani redaktor. Ona to bedąc MODERATOREM a i nadredaktorem NASZEJ GAZETY narzucała nam, poprzez wykreślanie, kanon niby naszego widzenia . My swoje, a Ona , SKASOWANE. Na takich, w zamierzchłych czasach , mowiono OBŁUDNICA.
+7
#16 J,K 19-01-2012 07:43
@as wywiadu- :cry: Ostatni numer to rynsztokowe komentarze dotyczące życia prywatnego.Ta Pani redaktor W Kazimierskim Kundelku drwiła z życia prywatnego radnego Rafała szydząc ,że bezrobotny.Ta pani na swojej stronie wypisywała wielokrotnie kłamstwa dotyczące mojej osoby tylko dlatego,że nie dałem się "sprzedać" (szczegóły wkrótce w notce)Mój komentarz w TP to nic innego niż stwierdzeni9e suchego faktu.I jeszcze jedno! Pani Bożena nie jest osoba prywatną- w mieście!
+5
#15 Bartek 19-01-2012 00:10
tzw. asie wywiadu. Tygodnik Powiśla jest jedną z niewielu gazet mających odwagę pisać o tym, o czym inni szepczą po kątach, zaś jego autorzy nie kryją się pod pseudonimami i nie udają kazimierskiego anonimowego kundelka, który słynął z obrzucania ludzi błotem - oczywiście tych niewygodnych. Ludzie opisani w artykule nie są osobami prywatnymi tylko pełniącymi publiczne funkcje za publiczne pieniądze, dlatego ich postępownie podlega krytyce. Zainteresowani doskonale o tym wiedzą. Obrzydliwa to jest twoja obłuda
-8
#14 as wywiadu 18-01-2012 23:26
Już dawno Tygodnik Powiśla przebija tandetą dziennikarską Fakt i Superexpress.
Ostatni numer to rynsztokowe komentarze dotyczące życia prywatnego.Zawsze też pani redaktor może liczyć na rzeczową wypowiedź pana od blogu
Obrzydliwe.
-5
#13 xxx 18-01-2012 21:48
Brawo Janusz .Bardzo dobrze,ze nieszpetnienie niekompetencje i głupotę.

Dodaj komentarz