Serwilizm kazimierskiej Policji

Oceń ten artykuł
(1 głos)

W ostatnich dniach znów mam okazję zwiedzać sale sądowe Lubelszczyzny. Taka lokalna atrakcja turystyczna.  Burmistrz Artur Pomianowski oskarża mnie o zniesławienie- wyrok 3 czerwca   . Tak, dokładnie ten sam człowiek, który przez lata pozwalał sobie i swoim ludziom publicznie mnie oczerniać. Ale wiadomo — w Kazimierzu Dolnym obowiązuje specjalna wersja prawa. Jedna dla władzy, druga dla tych, którzy patrzą jej na ręce – skomentuję to w najbliższym czasie.

Dzisiaj na ławie oskarżonych siedział były wiceburmistrz Bartłomiej Godlewski — człowiek lokalnego salonu, medialnie wygłaskany, politycznie chroniony. Człowiek z dwoma twarzami i dwoma prawomocnymi wyrokami, które nadal obowiązują. I co? I nic. Zero refleksji. Zero wstydu. Pełne poczucie bezkarności i dumy . Choć trzeba uczciwie przyznać — tylko na korytarzu sądowym był kozakiem. Na sali rozpraw nagle zrobił się cichy jak mysz pod miotłą. Zagubiony, przestraszony, z miną człowieka, który sam nie wie, jakim cudem tam trafił.

Ale nie Godlewski jest dziś najważniejszy.

Najciekawsze jest to, jak bardzo lokalna władza i policja zaczynają przypominać dobrze zgrany duet. Taki kazimierski „pakiet lojalnościowy”. Ty nam zapewnisz spokój i ochronę polityczną, my zadbamy, żeby procedury były… elastyczne.

Na świadka wezwana została sekretarz gminy Małgorzata Kuś. I tutaj zaczyna się prawdziwy kabaret. Nie z Netflixa. Z Kazimierza Dolnego.

Sprawa dotyczy wydarzeń z 23 września 2024 roku podczas komisji rady miejskiej, gdzie były wiceburmistrz Bartłomiej Godlewski dopuścił  się czynów opisanych między innymi w zarzutach w XI zarzutach PAO tj.z art. 212 kk, 216 kk i 217 kk.

I teraz hit.

Zgodnie z KPK  policjant prowadzący czynności procesowe w tym czynności sprawdzające  wzywa świadka na przesłuchanie, sporządza protokół, wykonuje formalne czynności. Ale nie w Kazimierzu Dolnym. Tutaj najwyraźniej obowiązuje wersja „light”.

Pani aspirant — oficer śledczy — organu przy ulicy Nadrzecznej 30 po prostu wysłała do sekretarz gminy maila z pytaniem, co myśli o całym zdarzeniu. Pani sekretarz odpisała. A policjantka… przerobiła maila na notatkę służbową i wrzuciła do akt jako dowód.

Naprawdę trudno nie podziwiać tej kreatywności. Jeszcze chwila i policyjne postępowania będą prowadzone przez Messenger albo komentarze na Facebooku.

Jako były funkcjonariusz wiem jedno — kiedyś za takie rzeczy groziło postępowanie dyscyplinarne. Dziś najwyraźniej wystarczy być blisko lokalnej władzy i mieć dobre układy, żeby procedury stały się jedynie luźną sugestią.

I wtedy człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego pewni ludzie w tym mieście czują się kompletnie bezkarni. Dlaczego można latami atakować lokalnych społeczników i niezależnych mieszkańców. Dlaczego próbuje się zastraszać ludzi walczących o transparentność życia publicznego. Dlaczego władza reaguje agresją na każde niewygodne pytanie.

Bo obywatel w starciu z lokalnym układem ma być zmęczony, zastraszony i samotny.

A kiedy policja zamiast patrzeć władzy na ręce, odbiera od tej samej władzy pieniądze na radiowozy, trudno później oczekiwać pełnej niezależności. Szczególnie w małym mieście, gdzie wszyscy się znają, wszyscy się klepią po plecach i wszyscy „nic nie widzą”.

Najbardziej przerażające jest jednak to, że to nie scenariusz filmu Patryka Vegi. To nie mafia z serialu. To Kazimierz Dolny. Województwo lubelskie. Polska 2026.

Miejsce, gdzie obywatel coraz częściej ma poczucie, że prawo działa tylko wobec zwykłych ludzi. A lokalna władza, jeśli jest wystarczająco blisko policji i prokuratury, może pozwolić sobie praktycznie na wszystko.

I nic dziwnego, że niektórzy komendanci mają dziś naprawdę dużo na głowie.

Czytany 479 razy

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież