Parchatka zawalczy o swoją przyszłość?
Wczoraj, na zaproszenie mieszkańców Parchatki, uczestniczyłem w spotkaniu poświęconym projektowi miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla części gminy Kazimierz Dolny, obejmującego obręby Parchatka, Zbędowice i Bochotnica.
Już od pierwszych minut było widać jedno – mieszkańcom zależy. Sala była wypełniona po brzegi. Frekwencja pokazała, jak ogromne emocje budzi przyszłość tej części gminy. Co równie ważne, dyskusja była rzeczowa, merytoryczna i prowadzona z udziałem ekspertów, którzy pomogli mieszkańcom zrozumieć konsekwencje proponowanych rozwiązań.
Niestety, zabrakło tych, którzy powinni być tam przede wszystkim. Mimo skierowanych zaproszeń na spotkaniu nie pojawił się nikt z władz Kazimierza Dolnego.
I właśnie dlatego po tym spotkaniu nasuwa się jedno zasadnicze pytanie:
Czy władze gminy naprawdę chciały poznać zdanie mieszkańców, czy jedynie jak najszybciej uchwalić dokument odpowiadający interesom wpływowego puławskiego prawnika?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że cała procedura planistyczna została podporządkowana pośpiechowi, naciskom wpływowych osób i formalnościom, a nie uczciwej rozmowie o przyszłości mieszkańców. Konsultacje społeczne nie mogą być fikcją. Nie mogą sprowadzać się do odhaczenia ustawowego obowiązku. Powinny być prawdziwym dialogiem, w którym argumenty mieszkańców są słuchane i brane pod uwagę.
Tymczasem wielu uczestników spotkania ma poczucie, że ich głos został całkowicie zlekceważony.
Najważniejsze wnioski ze spotkania
Po pierwsze – przyszłość rolnictwa.
Mieszkańcy jasno powiedzieli, że chcą nadal prowadzić gospodarstwa swoich rodziców i dziadków. Chcą uprawiać chmiel, owoce i warzywa. Chcą żyć z pracy na własnej ziemi.
Projekt planu zamiast wspierać lokalne rolnictwo, może doprowadzić do jego stopniowej likwidacji. Zamiast gospodarstw – ugory. Zamiast produkcji rolnej – działki budowlane. Zamiast wielopokoleniowych rodzinnych gospodarstw – szybki zysk ze sprzedaży ziemi zamożnym inwestorom.
Czy naprawdę taka ma wyglądać przyszłość Parchatki?
Czy strategia rozwoju gminy ma sprowadzać się do prostego schematu: sprzedać ziemię, wyjechać i zapomnieć o tym, co budowały kolejne pokolenia?
Po drugie – brak prawdziwego dialogu.
Mieszkańcy przypomnieli, że już podczas prac nad Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego – przygotowywanego od około 2010 roku i uchwalonego w 2015 roku – zabrakło szerokiej debaty społecznej.
Dzisiaj zbieramy tego konsekwencje. Decyzje podejmowane bez rzetelnych konsultacji wracają z podwójną siłą.
Po trzecie – zabudowa pomiędzy Parchatką a Bochotnicą.
Ogromne kontrowersje budzi przeznaczenie około 500-metrowego pasa terenu pomiędzy obiema miejscowościami pod zabudowę mieszkaniową oraz instalacje o wysokości nawet 11 metrów.
Zdaniem ekspertów i wielu mieszkańców oznacza to bezpowrotne zniszczenie przestrzeni łączącej dwie historyczne miejscowości oraz naruszenie zasad racjonalnego planowania przestrzennego.
Jeszcze większe zdziwienie budzi fakt, że projekt uzyskał wymagane uzgodnienia Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, mimo oczywistych wątpliwości dotyczących wpływu na krajobraz kulturowy.
Najbardziej niepokoi jednak coś jeszcze.
Plan ma zostać uchwalony do 31 sierpnia 2026 roku, tuż przed wejściem w życie nowych zasad planowania przestrzennego.
Czy naprawdę liczy się już tylko termin?
Czy ważniejsze od jakości dokumentu jest zdążenie przed zmianą przepisów?
Czy głos mieszkańców ma znaczenie tylko wtedy, gdy nie przeszkadza w realizacji wcześniej podjętych decyzji?
Jeżeli plan zostanie przyjęty w obecnym kształcie, jego skutki mogą być odczuwalne przez dziesięciolecia. Ograniczy możliwości rozwoju Parchatki i wpłynie na przyszłe pokolenia mieszkańców.
A przecież wczoraj było widać coś zupełnie innego.
Młodzi ludzie chcą zostać na swojej ziemi. Chcą budować domy. Chcą rozwijać rodzinne gospodarstwa. Chcą wiązać swoją przyszłość z Parchatką.
To właśnie dla nich powinno tworzyć się plany zagospodarowania przestrzennego.
Nie dla wąskich grup interesów. Nie dla pośpiechu. Nie dla statystyk.
Parchatka – tak jak wszystkie miejscowości naszej gminy – zasługuje na uczciwy dialog, szacunek i odpowiedzialne decyzje.
Bo mieszkańcy nie są przeszkodą w planowaniu przestrzennym.
To oni są gospodarzami tej ziemi.
I to ich głos powinien być najważniejszy.
Komentarze
Po wejściu Planu w życie wszystkie tereny upraw rolnych od strony Wisły będą miały zapisy w mpzp ZP ( teren zieleni urzadzonej) Oznacza to ,że uprawy rolne będą niedopuszczone. Oto przykład, nowobogacka rodzina kupi w Parchatce nieruchomość ,wyremontuje stary bądź wybuduje nowy. Obok znajduje się plantacja malin. I oczywiście po wejściu w życie Planu jest to użytkowanie gruntu niezgodne z mpzp. W sądzie nowobogaccy którzy chcą mieć spokój sprawę wygrają a ogrodnik uprawiający maliny będzie musiał zaprzestać uprawy.
To chyba najważniesze. Co panie architektki stwierdziły odnosząc sie do planu ?
Bardzo bym prosił abyy Ich wypowiedzi zacytować. Jest to o tyle istotnie, że panie, jak mniemam, nie brały udziału w prokektowaniu planu, a więc byłaby to ekspercka wypowiedz osób KOMPLETNIE nie zwiazanych ani z mieszkańcami, ani z Burmistrzem.
Bardzo proszę o przytoczenie, a nawet cytaty Ich wypowiedzi.
To nie jest zwykły dokument planistyczny. Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego jest jednym z najpotężniejszych narzędzi, jakimi dysponuje samorząd. Od jego zapisów zależy wartość nieruchomości, możliwość budowy domu, prowadzenia działalności gospodarczej, a często także decyzja, czy kolejne pokolenia będą mogły pozostać na ziemi swoich przodków. Dlatego każdy zapis ma znaczenie.
Podczas zebrania przedstawiono liczne, merytoryczne zastrzeżenia ekspertów do projektu planu oraz do sposobu prowadzenia całej procedury przez burmistrza. Mieszkańcy nie poprzestali jednak na krytyce. Przyjęli uchwały zebrania wiejskiego, wyznaczające kierunek dalszych działań w obronie swoich praw i swojej miejscowości.
W opinii wielu mieszkańców nie jest to przypadek ani seria błędów. Coraz częściej pada pytanie, czy nie mamy do czynienia z polityką prowadzącą do stopniowego wypychania mieszkańców z ich rodzinnych stron poprzez tworzenie takich warunków prawnych, które utrudniają normalne korzystanie z własnej nieruchomości. Gdy życie na własnej ziemi staje się coraz trudniejsze, zawsze znajdzie się ktoś gotowy ją odkupić. To pytania, na które władze powinny udzielić jasnych i przekonujących odpowiedzi.
Mieszkańcy Parchatki nie oczekują przywilejów. Domagają się jedynie szacunku, uczciwego dialogu i prawa do decydowania o przyszłości miejsca, w którym żyją od pokoleń. Samorząd powinien służyć całej wspólnocie, a nie sprawiać wrażenie, że głos mieszkańców ma znaczenie dopiero wtedy, gdy zgadza się z decyzjami podejmowanymi w gabinetach.
Parchatka pokazała wczoraj, że mieszkańcy potrafią się zjednoczyć. Teraz czas, aby władze przestały traktować ich jak przeszkodę i zaczęły traktować jak gospodarzy tej ziemi.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.